Anarchiści potępili dojście do władzy autorytarnego Aleksandra Łukaszenki w 1994 roku. Pierwszą akcję przeciwko niemu, pod hasłem „Dziękujemy prezydentowi za chleb i mleko”, przeprowadzili wspólnie z narodowo zorientowanym Stowarzyszeniem Studentów Białoruskich.
W 1991 roku białoruscy anarchiści zorganizowali strajk w fabryce w Homlu. Po dojściu Łukaszenki do władzy stali się stałymi uczestnikami antyrządowych demonstracji, tworząc tak zwane „czarne bloki”. W 2017 stanęli na czele protestującej kolumny w Brześciu – ludzie, którzy nie mieli nic wspólnego z tym ruchem, maszerowali pod czarnymi flagami i powtarzali jego hasła. Po stłumieniu protestów w 2020 roku wielu białoruskich anarchistów, uciekając przed represjami, wyjechało z kraju – do Polski, Litwy i Ukrainy. Kontynuują swoją walkę, współpracując między innymi z polskimi sojusznikami.
Wszystko zaczęło się od strajku
Ponad tysiąc osób idzie głównym deptakiem miasta. Na niebie świeci słońce, i choć ludzie mają jeszcze na sobie kurtki, w powietrzu czuć już wiosnę. Tłum skanduje hasła przeciwko „dekretowi o pasożytach” – ustawie, zgodnie z którą bezrobotni obywatele mieli płacić dodatkowy podatek.
To jeden z wielu marszów, które przetoczyły się przez miasta Białorusi w lutym i marcu 2017 roku. Różnił się tym, że szli ludzie w maskach, z czarnymi flagami i dużym transparentem z napisem: „Urzędnik – główny pasożyt”.
„Marsze pasożytów” należały do nielicznych białoruskich protestów, które osiągnęły swój cel – Łukaszenka wycofał podatek.
Po rozpadzie ZSRR białoruscy anarchiści dołączali także do innych akcji antyrządowych, a czasem organizowali własne. Pierwszą z nich był strajk zainicjowany przez aktywistów z Homla wiosną 1991 roku. W tym samym roku powstała Federacja Anarchistów Białorusi, do której początkowo należały grupy z Homla i Mińska. Później ruch rozprzestrzenił się także na inne regiony kraju.


